REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 202
2 wiesia 189
3 mario74... 189
4 Jazz_1910 188
5 conrado... 186
6 RTSAdri... 184
7 siwy071910 182
8 robert77u 181
9 przemyk79 176
10 wirgiliusz 171
REKLAMA
 
Cenny punkt w Tychach, gdzie ekipa RTS mogła wygrać
 
Niedziela, 19. września 2021, godz. 16:06

Mieszanka nastrojów poprzedziła niedzielny występ Widzewa w Tychach. Wyniki dotychczasowych spotkań dziewiątej kolejki Fortuna I ligi sprawiły, że wynik tego meczu stał się kluczowy dla układu sił w ścisłej czołówce zaplecza ekstraklasy. Porażki w roli gospodarzy: ŁKS w Łodzi z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:2 oraz Korony w Kielcach z Sandecją Nowy Sącz 0:1, sprawiły, że jakakolwiek ewentualna wygrana ekipy RTS kreowały drużynę trenera Janusza Niedźwiedzia na nowego lidera.

Z drugiej strony choroba wykluczyła reżysera ofensywnej gry i zdobywcę dwóch bramek Juliusza Letniowskiego, który rozegrał dotąd w łódzkim zespole wszystkie mecze w tym sezonie. Tylko na ławce rezerwowych znalazł się Jakub Wrąbel i tak, jak w poprzednim meczu z Gieksą, w bramce zagrał Konrad Reszka.
REKLAMA


Wcześniej było wiadomo, że goście przystępowali do meczu ze świadomością, że w Tychach nie wygrał nawet Pierwszy Wielki Widzew w ubiegłym stuleciu, a w poprzednim sezonie jedynie zespół Artura Derbina potrafił dwukrotnie pokonać klub z al. Piłsudskiego. Czy może dziwić, że gospodarze liczyli na piąte zwycięstwo z rzędu?

W związku z rozgrywaniem meczu z Chrobrym w czwartek, trener Artur Derbin dokonał aż pięciu zmian, licząc że przetrzyma napór łodzian, a w końcówce desygnuje do gry wypoczętych zmienników, którzy uratują wynik. Ten plan się sprawdził w doliczonym czasie gry. To oznacza, że powiedzonko „tyszanie mają papiery na Widzew” niestety nie straciło na aktualności, choć następcy czterokrotnych mistrzów Polski byli bliscy pierwszej w historii wygranej w Tychach.
 
Ciekawostką był fakt, że kapitanami byli: w GKS Łukasz Grzeszczyk (były piłkarz Widzewa), a w RTS Daniel Tanżyna (który przed przyjściem do łódzkiego klubu pomógł gospodarzom powrócić do I ligi w 2016 roku).
 
Przed przerwą zdecydowana dominacja łodzian była oczywista. Już w trzydziestej sekundzie okazję bramkową zaprzepaścił Bartosz Guzdek. Przez pierwsze pół godziny goście mieli inicjatywę, zepchnęli rywali do momentami desperackiej defensywy, bronili się dziesiątką, pozostawiając w przodzie tylko rekonwalescenta Damiana Nowaka, którego uważnie pilnował stoper Krystian Nowak. Mimo tej optycznej przewagi wynik się nie zmienił. W ostatnim kwadransie, po smrodliwej przerwie na zadymienie, gra się nieco wyrównała.

Początek drugiej połowy znów przyniósł kilka ciekawych akcji ofensywnych łodzian, którzy jednak pozwolili gospodarzom na kilka groźnych kontr np. po rogu Michalskiego w 57 minucie. W 61 min Konrad Jałocha znakomicie obronił strzał z wolnego Radosława Gołębiowskiego. W 8 minut później ten młodzieżowiec łodzian zainicjował atak, który zmienił wynik. Jego daleki podanie z lewej przejął inny dubler Mattia Montini. Włoch ograł Bartosza Biela i zaliczył swoją pierwszą asystę w Widzewie. Jego podanie główkujący Karol Danielak zamienił na gola z najbliższej odległości.

Wydawało się, że będzie to nokautujący cios dla gospodarzy. Łodzianie jednak cofnęli się do defensywy i momentami cała drużyna broniła się we własnej szesnastce. Jeszcze w ostatniej minucie Reszka obronił strzał Jakuba Piątka. Napór tyszan nie ustawał w doliczonych 5 minutach, a stałe kornery, wolne i auty siały zamieszanie na widzewskim przedpolu.

W 92.minucie Krystian Nowak wybił piłkę głową poza linię pola karnego, a Grzeszczyk z woleja wyrównał silnym strzałem przy słupku nie do obrony. Kapitan ustalił wynik meczu, podobnie jak wiosną w Łodzi. Tyle, że teraz remisowego. Nie przypominam sobie słabego meczu tego ekswidzewiaka przeciw byłemu klubowi (wcześniej, gdy grał w Sandecji, też było podobnie, gdy strzelił łodzianom 3 gole w Pucharze Polski i w pierwszej lidze).  
Widzewowi na pocieszenie zostało zmniejszenie straty do kieleckiego lidera do dwóch punktów i zwiększenie przewagi nad mającymi ambicje awansu Miedzią i ŁKS.
   
–  Zawsze, gdy traci się gola w końcówce, to czuje się złość, bo zwycięstwo było blisko. Pierwsza połowa byłą niezła w naszym wykonaniu i to był moment, w którym powinniśmy zdobyć gola, a w drugiej dorzucić drugiego. Nasz błąd polegał na tym, że zbyt bardzo oddaliśmy pole Tychom. Strzeliliśmy bramkę, ale po golu powinniśmy ustawić się wyżej, odsunąć tyszan od naszego pola karnego. Chcieliśmy odsunąć grę od naszej bramki i dlatego na boisku pojawił się Dejewski, który zmienił niższego zawodnika. Ostatecznie kluczowe było to, że ustawiliśmy się zbyt głęboko – ocenił po meczu Janusz Niedźwiedź dla portalu klubowego widzew.com –  Przyjmujemy ten punkt, nic już nie zmienimy i myślę, że nawet w przypadku zwycięstwa byśmy za bardzo nie „odlecieli". Od jutra bierzemy się do pracy, bo już w piątek czeka nas spotkanie ze Skrą Częstochowa. Jeśli chodzi o dzisiejsze absencje - Juliusz Letniowski jest przeziębiony, a co do Kuby Wrąbla decyzja ważyła się do ostatniego momentu. Wszedł w trening w piątek, ale miał problem z wykopem długich piłek – zakończył trener RTS.

GKS Tychy – Widzew 1:1 (0:0)

Gole: Łukasz Grzeszczyk 90+2 – Karol Danielak głową 69 minuta.

GKS: Jałocha – Mańka, Nedić, Szymura, Wołkowicz – Paprzycki (84, Steblecki), Żytek (67, Jakub Piątek) – Janiak (74, Kozina), Grzeszczyk, Biel (75, Kargulewicz) – Nowak (67, Malec)

Widzew: Reszka – Stępiński, Nowak, Tanżyna – Zieliński, Hanousek, Mucha (61, Montini), Kun (87, Tetteh) – Danielak (90+2, Nunes), Michalski (82, Dejewski) – Guzdek (61, Gołębiowski)

Żółte kartki: Wołkowicz – Guzdek, Michalski, Hanousek. 
 
Sędziował: Damian Kos (Gdańsk).

Widzów: 4817.

Bogusław Kukuć