REKLAMA
REKLAMA
 
lp login pkt
1 abel55 113
2 przemyk79 106
3 mario74... 102
4 Bogdan 101
5 sebalat... 101
6 cypek1910 98
7 wiesia 98
8 rs333 97
9 robert77u 97
10 siwy071910 96
REKLAMA
 
"Sami swoi" w Stali Rzeszów
 
Środa, 12. czerwca 2019, godz. 09:21

Wprawdzie trzecioligowcy w grupie IV zakończyli już rozgrywki, ale nie oznacza to, że beniaminek drugiej ligi Stal Rzeszów ma od tygodnia wakacje. Dziś o godz. 17 w Sokolnikach koło Stalowej Woli rozegra finał Pucharu Polski okręgu podkarpackiego z tamtejszym Sokołem z klasy okręgowej.

Faworytem jest nowy drugoligowiec i zapewne ta drużyna wywalczy premię w postaci 30 tys. złotych, ale przede wszystkim prawo gry w I rundzie PP na szczeblu centralnym. Czyli może już 25 września zagrać pucharowy mecz np. z mistrzem Polski Piastem Gliwice, broniącą trofeum Lechią Gdańsk czy drugoligowym Widzewem. Dla tegorocznego beniaminka z Rzeszowa to ważna rywalizacja, bo największym sukcesem tego klubu jest właśnie zdobycie Pucharu Polski w 1975 roku. Wtedy rzeszowianie dotarli do drugiej rundy Pucharu Zdobywców Pucharów po wyeliminowaniu Skeid Oslo (4:0 w Norwegii i 4:1 w rewanżu).
REKLAMA

Powrót rzeszowskiej Stali na centralny szczebel rozgrywek jest ciekawy z wielu względów. Nie tylko dlatego, że to klub, który występował w ekstraklasie 11 sezonów (w latach 1962-1972 oraz 1975/1976, kiedy wrócił do grona najlepszych razem z Widzewem). Tegoroczny sukces stworzył szanse, że na Stadionie Miejskim w Rzeszowie np. derby z Resovią czy mecz z Widzewem obejrzy ponad 10 tysięcy widzów. 

Nie jest to taka mrzonka, skoro mecz pożegnalny z trzecią ligą z Podhalem Nowy Targ, wygrany przez Stal 2:1, oglądało 6438 kibiców. Tylko zwycięstwo gospodarzy w tym spotkaniu gwarantowało im awans i znieśli tę presję. Z drugiej strony przypominam, że wobec własnej publiczności nie przegrały spotkań także wicemistrz Podhale oraz trzeci w tabeli Motor Lublin. 

Sukces Stal jest tam odbierany jako autorskie osiągnięcie Rafała Kalisza (prezes od marca 2018 roku), Michała Wlaźlika (dyrektor sportowy od czerwca 2018) oraz Janusza Niedźwiedzia (trener od lipca 2018). 
REKLAMA

Zaprzyjaźnionych ze Stalą fanów Widzewa elektryzuje nazwisko Wlaźlika, który był także dyrektorem klubu z Piłsudskiego w trudnych czasach Sylwestra Cacka i nawet szukał talentów na … Teneryfie. W tym trochę przesadził i później pracował z Escoli Varsovia Barcelona (m.in. Wojciechem Stawowym). Przed rokiem pomagał tworzyć w Rzeszowie klub wręcz od podstaw.

W tamtych rejonach głośno było o radykalnych metodach nowego trenera Stali. Symbolizowały to tytuły „Niedźwiedź z Podhala grasuje w Rzeszowie” (bo poprzedni szkoleniowiec Podhala zrobił ryzykowaną czystkę w Stali, pozostawiając tylko 4 zawodników, a sprowadzając z Nowego Targu 3 piłkarzy). 37-letni trener jest coraz wyżej notowany. Był wcześniej zawodnikiem m.in. Olimpii Elbląg, Warty Poznań, a karierę kończył w 2012 roku w okręgu łódzkim, bo w sieradzkiej Warcie, gdzie jak widać nie utonął.

O związkach Stali z Widzewem już w "Widzewiaku" pisaliśmy wcześniej, ogniskując uwagę na 26-letnim Damianie Kostkowskim, nazywając go Królem Awansów. W sezonie 2016/2017 ten grał w zespole mistrza grupy pierwszej III ligi Drwęcy Nowe Miasto Lubuskie (33 mecze, 6 goli), w rozgrywkach 2017/2018 w Widzewie (18 meczów, 1 gol) oraz w minionym sezonie w Stali Rzeszów (31 meczów, 3 gole). 
REKLAMA

Dla tego mierzącego 190 cm stopera szczególnie stresujący był ostatni mecz z Podhalem. W przedłużonym o 7 minut spotkaniu w polu karnym gospodarzy przy wyniku 2:1 piłka uderzyła w rękę „Kostka”, ale sędzia Mateusz Kowalski z Kielc nie gwizdnął karnego i zakończył mecz. Gdyby podyktował jedenastkę, to zapewne Widzew grałby w nowym sezonie w Nowym Targu, a nie dwa razy w Rzeszowie.
 
Obok Kostkowskiego na środku defensywy gra Sławomir Szeliga, który 17 lipca skończy 37 lat. Właśnie ten wychowanek klubu przedłużył kontrakt ze Stalą. Jego wizyta na stadionie w Łodzi przyprawi go o dygotanie serca. Przecież wiosną 2005 roku zdegradowany z ekstraklasy Widzew pozyskał tego rzeszowskiego piłkarza, który strzelił gola w debiucie z Radomiakiem (3:0).

Szeliga pomógł Widzewowi w powrocie do ekstraklasy w 2006 roku. Na tym szczeblu rozegrał w RTS 35 meczów i zdobył jedną bramkę. Po spadku łódzkiego klubu w 2008 roku przeszedł do Cracovii, w której grał 7 lat (137 meczów, 2 gole). Pamiętam jak w Krakowie tłumaczył mi się, że strzelił gola właśnie Widzewowi w 2011 roku, ale gadaliśmy uśmiechnięci, bo łodzianie mimo prowadzenia gospodarzy wygrali 2:1, bo obie bramki jeszcze przed przerwą zdobył Piotr Grzelczak.
REKLAMA

Wspomnień ze związków Widzewa ze Stalą zresztą więcej. Jak choćby wyrwanie z Rzeszowa przez łodzian Dariusza Marciniaka w 1984 roku. Ten wielki talent, który jako 18-letni brązowy medalista mistrzostw Europy juniorów, zagrał w Widzewie tylko 3 mecze. Później ten 5-krokrotny reprezentant Polski występował w Śląsku (zdobył Puchar Polski), był mistrzem kraju w Zagłębiu Lubin), grał m.in. w Royal Charleroi, St. Truiden i GKS Bełchatów, RKS Radomsko. Zmarł w wieku zaledwie 37 lat nie mogąc się wyzwolić z nałogu.

Tegoroczne osiągnięcia Stali nie byłyby możliwe bez trafionych korekt personalnych. Pisałem wcześniej o zimowym pozyskaniu z Podbeskidzia Grzegorza Goncerza (ten napastnik był królem strzelców I ligi w sezonie 2014/2015 – 21 goli dla katowickiej Gieksy). Wiosną ten 31-letni piłkarz zdobył dla rzeszowian 8 goli w 16 meczach.
 
Królem strzelców IV grupy trzeciej ligi został mierzący 193 cm Tomasz Płonka – 20 goli. Ten 33-letni rzeszowianin już zaliczył dwa mecze z Widzewem jako napastnik Lechii Tomaszów, dla której w sezonie 2017/2018 zdobył 18 bramek. Na szczęście dla łodzian nie trafił w Łodzi bezbramkowym meczu w przedostatniej kolejce nerwowego finiszu.

Atak Stali wspiera Łukasz Zagdański, który strzelił 4 gole. 30-letni snajper też zna dobrze łódzką specyfikę, bo przecież w drugoligowym sezonie 2017/2018 strzelił dla ŁKS 5 bramek. 

Są więc argumenty, by oczekiwać szczególnie konfrontacji Widzewa ze Stalą Rzeszów. Trenerzy i piłkarze muszą się do niej dobrze przygotować, a kibice zacierać ręce z radości przed kolejnym Meczem Przyjaźni.

Bogusław Kukuć